POCZĄTKI KARMIENIA PIERSIĄ – PODEJŚCIE DRUGIE

początki karmienia piersią

Początki karmienia piersią

Po zaciętej walce o laktację z pierwszym dzieckiem byłam przekonana, że za drugim razem pójdzie o wiele łatwiej. Nic bardziej mylnego! Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że początki karmienia piersią są naprawdę trudne bez względu na doświadczenie i wiedzę mamy.

Dlaczego to takie trudne?

Pierwsze dziecko karmiłam z powodzeniem przez 1,5 roku, a mimo to znowu miałam problem zupełnie jak za pierwszym razem. Zwyczajnie zapomniałam o odpowiedniej technice przystawiania do piersi, myśląc jedynie o częstotliwości karmienia. Nie dość, że malusie dziecko nie łatwo się trzyma na rękach, to dyskomfort po porodzie nie pozwala nawet przyjąć wygodnej pozycji. Córka bardzo szybko poraniła moje brodawki, przez co karmienie było bolesne. W efekcie mleko wypływało wolniej, a dziecko spędzało na piersi jeszcze więcej czasu. To był efekt domina! Miałam dość…

Co zrobiłam inaczej?

  1. Wyczerpana bólem i nieprzerwanym karmieniem sama podjęłam decyzję o dokarmieniu córki mlekiem modyfikowanym. Byłam świadoma swojego wyboru i co więcej nie miałam o to żalu ani do siebie ani do nikogo innego. Dzięki temu ja i moje brodawki mogłyśmy chwilkę odpocząć, by po chwili wrócić z nową energią do dalszej walki o prawidłowe przystawianie. Jestem wręcz miłośnikiem karmienia piersią, ale jednocześnie zwolennikiem zdrowej psychiki mamy. Kiedyś dokarmianie wydawało mi się wręcz zbrodnią. Dziś już wiem, że głównym problemem była zła technika przystawiania do piersi, poranione brodawki i okropny ból z tym związany. Oczywiście, dokarmianie powoduje spowolnienie laktacji, ale sporadyczne podanie mleka modyfikowanego nie zaszkodziło w żadnym z MOICH przypadków. 
  2. Skorzystałam z pomocy doradcy laktacyjnego już w szpitalu. Pech chciał, że po pierwszym porodzie, biorąc prysznic przegapiłam wizytę doradcy. Znowuż teraz zbagatelizowano moją osobę wiedząc, że to drugie dziecko, i że pierwsze wykarmiłam już piersią. Dlatego też jak tylko miałam wątpliwości sama prosiłam o poradę. Pani pomogła mi nie tylko technicznie, ale też wsparła dobrym słowem – taka pomoc była bezcenna.
  3. Użyłam silikonowych nakładek. Wolałam próbować karmić z nimi, niż nie karmić wcale. Było mi o wiele łatwiej i przede wszystkim mniej boleśnie. Zrezygnowałam z nich jak tylko brodawki się trochę podleczyły. 
  4. Po każdym karmieniu smarowałam piersi 100% lanoliną. Dzięki nawilżeniu brodawki nie były aż tak wrażliwe, a rany goiły się szybciej. Maści nie trzeba zmywać przed karmieniem więc nie było to uciążliwe.
  5. Nauczyłam się prawidłowo przystawiać do piersi. Próbowałam każdej możliwej pozycji, aż w końcu się udało. Upewniałam się za każdym razem, że robię to prawidłowo i bezboleśnie.
  6. Neurologopeda zbadał jamę ustną córki – ocenił napięcie mięśniowe oraz odruch ssania. Co prawda wszystko było w porządku, ale dla pewności zawsze warto sprawdzić.

Dlaczego się udało?

Przede wszystkim miałam wiedzę, która dała mi pewność siebie. Nie martwiłam się o to czy aby napewno mam mleko w piersiach. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej przystawić dziecko do piersi, że piersi to nie magazyn i mleko produkuje się na bieżąco, że częste przystawianie jest najlepsze na rozkręcenie laktacji i że od wielkości biustu nie zależy ilość mleka. Poza tym wiedziałam czego chce – chciałam karmić piersią, ale nie za wszelką cenę. Moja psychika była tym razem o wiele ważniejsza. Być może właśnie moje pozytywne i wyluzowane podejście do sprawy było tutaj kluczowe.

Zapraszam również do wpisu Karmienie piersią – 10 porad dla mamy karmiącej oraz Mała ilość mleka w piersiach – skąd się biorą problemy?

Rekomendowane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.